„Nawet, gdyby matka zapomniała o swym dziecku, Ja nie zapomnę o Tobie”. Andrzej Towiański.


Wiele jest zapomnianych wielkich postaci w historii Kościoła i Polski. Jeden ze swoich wpisów (http://areopag21.pl/post/4561) poświęciłem księdzu Marcinowi Baryczce, który pełniąc misję proroka Natana po grzechu Dawida z Batszebą wypomniał królowi Kazimierzowi Wielkiemu jego grzech. Niestety, daleko mu było do króla Dawida. Ksiądz został na rozkaz króla zamordowany. Aż do XVII w. tlił się kult męczennika mimo prób jego wytłumienia przez hierarchię, która nie życzyła sobie pęknięć na sojuszu ołtarza z tronem.  Innym zapomnianym prorokiem był Andrzej Towiański, którego utopia odcisnęła się na XIX-wiecznej emigracji polskiej, a co dziś jest w najlepszym przypadku przemilczane, a niejednokrotnie nadal bardzo emocjonalnie podważane. Przypominam go, bowiem pytanie, które postawił także współcześnie niepokoi wielu chrześcijan – czy polityk przyznający się do Kościoła powinien oceniać swoje zamiary w świetle 8 błogosławieństw z Kazania na Górze? Towiański jak wiele osób poszukujących Prawdy spotykał się z niezrozumieniem większości swoich rodaków, a nawet z ich nienawiścią, a w końcu porzuceniem nawet przez najbliższych mu uczniów.

 Andrzejem Towiańskim zająłem się „przypadkowo”. Najstarsza córka przeniosła do domu dyskusję z lekcji języka polskiego w liceum, kim był „czterdziesty i czwarty”. W jednym z wykładów na College de France Adam Mickiewicz zasugerował, iż miał nim być właśnie Andrzej Towiański (nie było to zresztą jedyne wskazanie poety). Ze swoich lekcji zapamiętałem jedynie kontrowersyjność dla współczesnych związków wieszcza z Towiańskim oskarżanym o szpiegowanie na rzecz Rosji i budowanie sekty. Gdy przeczytałem kilka jego wypowiedzi dostępnych poprzez internet poczułem niezwykłego ducha, co skłoniło mnie do spędzenia kilku dni w bibliotekach. O sile wiary tego człowieka świadczy np. to, że 50 lat po jego śmierci we Włoszech nadal działali towiańczycy, w tym kilku profesorów uniwersytetów w Mediolanie i Turynie, którzy wydali w 1925 r. dzieła zebrane swojego mistrza. W poznaniu jego ducha wiele zawdzięczam pani Agnieszce Zielińskiej, która napisała książkę o Towiańskim „Ortodoksyjny heretyk” i prowadzi blog poświęcony towianizmowi.

 Nim postawię sprawę aktualności jego nauczania, krótko odniosę się do najpoważniejszych oskarżeń wobec niego. Po pierwsze, towianizm nie był sektą bardziej, niż współczesne ruchy odnowy Kościoła określane jako sekty przez co bardziej okopanych obrońców kościelnego status quo. W tamtych czasach tworzenie się takich grup osób świeckich pogłębiających swoją wiarę poza zakonami niektórych szokowało i odbierane to było jako zagrożenie. Owszem, Koło Sprawy Bożej, bo taką nazwę przyjęli towiańczycy w Paryżu nie uchroniło się przed takimi próbami pogłębienia swojej duchowości, które wiodły także do poranień adeptów albo do wprowadzania „konkurencyjnych” wobec Kościoła rytów sakramentalnych. Tyle, że te eksperymenty zostały wprowadzone po wydaleniu przez władze francuskie Towiańskiego do Szwajcarii przez nowego kierownika duchowego, jakim w jego zastępstwie został … Mickiewicz. Towiański słał listy sprzeciwiające się jakimkolwiek krokom zrywającym z Kościołem, np. nie uznawał ślubu udzielonego parze towiańczyków przez kapłana Mickiewicza stwierdzając, iż żyją oni w cudzołóstwie i powinni dopełnić obrzędu w sposób tradycyjny. Te eksperymenty zostały Mickiewiczowi ze względu na jego osobistą pozycję łatwo zapomniane, a po to, by go całkowicie oczyścić obarczono nimi Towiańskiego. W jego nauczaniu dopatrywali się herezji tylko skłóceni ze sobą emigranci. Komisja powołana przez arcybiskupa Turynu celem zbadania towianizmu żadnych herezji nie ustaliła. Także święty abp Szczęsny Feliński pozytywnie wypowiadał się o nauczaniu Towiańskiego z wyjątkiem sprawy reinkarnacji. Wiara w nią nie miała jednak źródła w religiach Dalekiego Wschodu. Była próbą obejścia trudnej w połączeniu z wiarą w bezgraniczną Miłość wiarą w wieczne zerwanie z Bogiem i potępienie. Nowa inkarnacja duszy miała być szansą na naprawienie krzywd, które człowiek wyrządził poprzednio. Dylematy te znane są nam z zupełnie współczesnych dociekań teologów, nie był więc Towiański jakimś szczególnym eksperymentatorem. W końcu i św.Katarzyna Sienneńska miała inny pogląd w sprawie niepokalanego poczęcia NMP niż został ostatecznie uznany przez papieża, a mimo to jest doktorem Kościoła. Towiański także sprzeciwiał się np. nauce Kościoła o losie nieochrzczonych niemowląt, którą to naukę Kościół skorygował 100 lat po jego śmierci.

 Po drugie, nie był też Andrzej Towiański agentem rosyjskim. Był nim jego brat stryjeczny, też Andrzej. W oparciu o archiwa państwowe w Wilnie dowiodła tego Walentyna Horoszkiewiczówna w 1935 roku. Mimo, że spór o Towiańskiego był wtedy zażarty, do wybuchu wojny nikt nie zakwestionował jej ustaleń. Samuel Fiszman dotarł do teczki Towiańskiego w ocalałych archiwach policji carskiej. Towiański był „monitorowany” w Paryżu, ale nic nie świadczy o jego niejawnych kontaktach z Rosjanami. Za odmowę powrotu do Rosji skonfiskowano mu jego rodzinny majątek na Litwie. Tak się nie traktuje swojego agenta. Skąd więc te pomówienia nieustannie podtrzymywane tak przez współczesnych (np.Zygmunta Krasińskiego) jak i dzisiaj (Waldemar Łysiak w „Do Rzeczy”)?

 Andrzej Towiański tak przeżył Ewangelię, że walkę zbrojną o niepodległość uznał za odejście od chrześcijaństwa. Osoba, która głosiła taki pogląd natychmiast stawała się podejrzana o działanie na rzecz zaborcy. Tymczasem jego stosunek do Rosji był taki sam, jak Jezusa do okupacji rzymskiej. Obydwaj byli tak samo niezrozumiani. Kamieniem obrazy był list napisany przez Towiańskiego w 1844 roku do cara Mikołaja I. Określany przez emigrację jako zdradziecki, jak zauważa Agnieszka Zielińska był z tego samego ducha co list biskupów polskich do biskupów niemieckich „przebaczamy i prosimy o przebaczenie” tak źle przyjętemu wówczas nawet przez katolików.

 W numerze 2/2014 kwartalnika Kronos poświęconemu spuściźnie mesjanizmu Joachima da Fiore znajduje się artykuł z 1981 r. kardynała Henri de Lubaca na temat teologii mesjanistycznej Mickiewicza. Autor nie jest specjalnym polonofilem – zajął się Mickiewiczem, ponieważ mesjanizm polski był ważny dla prądów umysłowych nurtujących elity francuskie, włoskie czy niemieckie przez większą część XIX wieku. Sprawa polska stawiała postulat sprawiedliwości w polityce i kierowania się przez władców ośmioma błogosławieństwami także w polityce wewnętrznej tych narodów. Pogardzana dziś przez naszą zaściankową liberalną lewicę wizja Polski jako Chrystusa narodów była uniwersalną inspiracją dla liberalnych i lewicowych elit europejskich, a przez dogadane na kongresie wiedeńskim (1815) konserwatywne reżimy, w tym Państwo Kościelne, postrzegana była jako zagrożenie. Dla wielu towianizm był tej wizji szczytem. Kardynał Henri de Lubac wystawiając teologii Mickiewicza pozytywną ocenę nie był zorientowany w naszych polskich podziałach i opierając się o francuskie źródła, które przyjęły anty-towiańską narrację nie wiedział, że wykłady Mickiewicza na College de France były także faktycznie wykładem towianizmu, który Mickiewicz porzucił, gdy pojawiła się szansa podjęcia walki zbrojnej z zaborcami najpierw u boku Włochów (1848), potem Turków (1855). Badacze zgodni są co do przypuszczeń, że zaważyć na tej decyzji mogło pragnienie zmazanie winy wieszcza za nie dołączenie do Powstania Listopadowego, kiedy to kilka miesięcy zmarnotrawił bawiąc we dworze nad granicą. Zresztą Mickiewicz nigdy do końca nie zerwał z towianizmem. „Skład zasad” napisany w 1848 r. dla legionów i przyszłego państwa polskiego oparty jest w istotnej części o społeczne poglądy Andrzeja Towiańskiego inspirowane jego katolicyzmem. Punkt drugi to stara „utopia” chrześcijańska, którą Mickiewicz „zinternalizował” za pośrednictwem Towiańskiego: „Słowo Boże, w Ewangelii zwiastowane, prawem narodów, ojczystym i społecznym”. Obok emancypacji kobiet przyznawał równe prawa Żydom nazywając Izrael „bratem starszym”. Zwrot ten zaczerpnął z dzieła Towiańskiego „Wielki period” z 1844. Użył go później papież Jan Paweł II, uczeń wielkiego znawcy romantyzmu i badacza towianizmu prof.Staisława Pigonia z Uniwersytetu Jagiellońskiego. Nie jest bezpodstawne stwierdzenie, że papież przemówił Towiańskim.

W tamtych ciemnościach zalegających nad sprawą polską Bóg dał nam proroka, który poznał z pełną jasnością jaką postawę powinni przyjmować chrześcijanie wobec przemocy. Był wielkim patriotą, ale przez patriotów został jak Jeremiasz za „zdradę” odrzucony, bo Bóg był dla niego pierwszy niż Ojczyzna. Matka zapomniała o swym dziecku. Izajaszowi Bóg jednak obiecuje, że On o tym dziecku nie zapomni. Jeżeli Jego słowo ma nie być na wiatr, my mamy obowiązek pamięci o Andrzeju Towiańskim. Trzeba prosić Kościół  o dotarcie do źródeł i przyjrzenie się tamtym wydarzeniom oraz ewentualne wszczęcie procesu beatyfikacyjnego.