Jak odczytaywać Pismo Święte?


"Jakość" czytania fragmentów Pisma w trakcie liturgii Słowa pozostawia w niektórych parafiach wiele do życzenia. Jeżeli przez wiele miesięcy słyszę nowego lektora, który czyta szybko i niewyraźnie to widzę, że nikt mu nie pomaga doskonalić się, albo że nie ma do tego talentu czego proboszcz ze stratą dla wiernych nie chce zauważyć. Według moich obserwacji, takich kiepskich lektorów jest mniejszość, ale mniejszość zbyt duża i nieusprawiedliwiona.

 Ale nawet, gdy czytania brzmią zrozumiale, ich odczytanie też pozostawia wiele do życzenia. Zbyt często czyta się je „z mocą”, gubiąc ich przesłanie. Nie negując, że są fragmenty Pisma, które tak właśnie powinny być odczytane by przekazać intencje Autora, w wielu przypadkach taka forma zniekształca treść. Jakby lektorzy byli uczeni czytać Pismo na jedno kopyto, jakby nie wolno im było pomyśleć o kontekście i intencji Autora i odpowiednio dopasować do tego sposób odczytania. Chyba wszyscy zapamiętani przeze mnie dobrze wykształceni lektorzy czytają jakby znali wyłącznie Boga „imperialnego”. A taki ton fałszuje wiele fragmentów Nowego Testamentu i nie mało ze Starego. Nie można czytać o nadaniu 10 przykazań i Hymnu o Miłości w ten sam sposób.

 Np. Paweł Apostoł bardzo często tłumaczy się, przeżywa odrzucenie, prosi, a rzadko oświadcza, nakazuje. Fragmenty jego listów zaczynają się od nagłówka „Bracia”, ale z przyjmowanego przez lektora tonu rzadko są to listy braterskie. Nawet wtedy, gdy pisze o błędach, ja raczej nie słyszę w nich „opieprzania”, a właśnie tak są odczytywane - raczej troskę i ubolewanie, próbę pomocy w wytrwaniu, a nie piętnowanie. Ci, którzy oglądali film (rzekomo dla dzieci i młodszej młodzieży, a twierdzę, że jak najbardziej dla wszystkich dorosłych również) „Spotkanie z Jezusem” z 2000 roku wiedzą, o co mi chodzi. Aktorowi Piotrowi Adamczykowi udało się podłożyć głos Jezusa cierpliwy, łaskawy, nie unoszący się gniewem, we wszystkim pokładający nadzieję. Np. przypowieść o budowaniu na piasku i skale brzmi jak łagodna perswazja, prośba kierowana do twardego serca, życzliwa podpowiedź, a nie kolejne, 614 „prawo” dodawane do żydowskiej Halachy.

 Ale jest jeszcze doskonalsze odczytanie Pisma niż ja sobie wymyślam, którego nie da się wytrenować. Wczoraj uczestniczyliśmy w eucharystii dla grupy osób. Drugie czytanie z Pawła Apostoła potwierdzające tym, którzy nie widzieli Zmartwychwstanie czytała osoba, którą znam wiele lat i wiem, że nie jest egzaltowana. I nagle słyszymy, jak głos jej się załamuje, czyta z wymuszonymi przerwami, nie mogąc ukryć wzruszenia, które nam wszystkim się udziela, niektórzy starają się ukryć łzy. Stary prezbiter mówi, że pierwszy raz brał udział w zgromadzeniu przez które tak właśnie przeszedł Duch Święty. Nie mam talentu, by oddać słowami, co się zdarzyło.