Jeszcze o znaku obmycia stóp


W ostatnich dniach na naszym portalu postawiono dwa pytania: czy znak obmycia nóg w Wielki Czwartek powinien być uczyniony wobec kobiet; czy powinien być uczyniony wobec niekatolickich uchodźców. Moja propozycja odpowiedzi jest trudna do obrony, bowiem nie bronię w 100% ani tradycji, ani zmian.

Uważam, że katoliczki powinny mieć umywane stopy, a innowiercy nie. W tych dwóch przypadkach inaczej działa ta sama zasada, która myślę kierowała Panem Jezusem.

 Najpierw ustalmy, że obywanie nóg dojrzałym mężczyznom nie jest Tradycją, a tylko tradycją i dlatego może być korygowana. Kilkanaście lat temu siostra zakrystianka z warszawskiej archikatedry odpowiedzialna za kompletowanie grupy mężczyzn wyłożyła Gazecie Wyborczej kierujące nią w tym zasady. M.in. mężczyzna miał być starszego wieku, w małżeństwie lub wdowiec, dzieciaty. Jadąc tego samego dnia samochodem w Wielką Środę usłyszałem w Radiu Józef wypowiedź proboszcza parafii teściów, że on kompletuje grupę mężczyzn wchodząc w tłum na 15 minut przed wielkoczwartkową eucharystią i wybierając „po uważaniu”. Tak się rodzinnie złożyło, że dzień później byłem właśnie w tej parafii. Widzę, jak proboszcz wychodzi „na kościół” i wybiera. Co za traf, jako ostatniego wskazał mnie. To niekomfortowa sytuacja siedzieć na widoku wszystkich w krępującej sytuacji. Opierałem się, że jestem za młody, na co spotkałem się ze zdecydowana ripostą – Jan Apostoł był młodszy. Rzeczywiście, przypuszcza się, że miał on wtedy ok. 18 lat. Tak się właśnie dowiedziałem, że człowiek sakralizował swoje własne pomysły. Skąd się wzięła tradycja wyznaczania do obywania nóg nobliwych starców, skoro Pan Jezus jej nie zostawił? Można zrozumieć ewolucję znaku przez 2 tysiące lat, ale jej obrona może być tylko „względna”. Tym bardziej, że znak ten nie jest ku mojemu zdziwieniu „dowartościowany” w Katechizmie (wzmiankowano go w paragrafach 520 i 1237) nawet w rozdziale dotyczącym posługi biskupiej.

 Pierwszy synod, którego akta się zachowały (z roku 300 w Elwirze; kilka lat później miała przyjść ostatnia fala prześladowań) przekazuje tradycję, że obmycie stóp miało miejsce w każdej liturgii chrztu. Wynika z tego, iż najstarsza tradycja wymagała od osób, którym umywano stopy przejścia przez katechumenat (2-3 lata) i wyrażenia świadomej woli udziału w tym akcie. Obmycie stóp było w „pakiecie” z samym chrztem.

 Czy muzułmańscy oraz hinduscy imigranci wyrazili wolę zostania chrześcijanami? Czy znak obmycia stóp jest dla nich zrozumiały lub czy przeszli przez katechumenat, który pozwoli im ten znak zrozumieć? Apostołowie, którym Jezus umył nogi byli przez Niego formowani 3 lata. Jak wynika z relacji Łukasza, zrozumieli ten znak dopiero później, ale co istotne, wcześniej wyrazili wolę uznania Jezusa za Mesjasza. Ile lat formowani w wierze chrześcijańskiej byli ci uchodźcy, którym papież obmył stopy? Czy są gotowi uznać Jezusa za Zbawiciela?

W obcych kulturach znak obmycia stóp jest wyrażeniem woli rezygnacji ze swoich poglądów i podporządkowania się nowemu panu. Taki znak wobec nich mógłby być poczyniony bez zatarcia znaczenia, które wierzę chciał nam przekazać Jezus, po katechizacji, długim wprowadzeniu w naszą kulturę i wyrażeniu woli przyjęcia Jezusa za swojego Pana i Zbawiciela. Wydaje się, że osoby, którym papież obmył stopy mogą tego znaku nie rozumieć, albowiem gdyby poważnie potraktowali ten znak, zwłaszcza muzułmanie, oznaczałoby to zagrożenie dla ich życia ze strony współwyznawców karzących odstępstwo śmiercią. Myślę, że papież znak obmycia stóp też potraktował „bez zobowiązań”, bo nie wydaje mi się, by chciał muzułmanów, którym obmywając stopy użył w dobrej wierze w debacie wewnątrzkościelnej o stosunku do imigrantów, narazić na śmierć.

 Generalnie trudno mi przyjąć stanowisko papieża ws. obmywania stóp nie-katolikom. Sprzeciwia się temu moje rozumienie intencji Pana Jezusa, gdy przekazywał ten znak apostołom. Nie mam wątpliwości, że Jezus jakkolwiek to nie zabrzmi topornie, założył organizację (Kościół w embrionalnej postaci). Jako organizacja składająca się z ludzi, cechowały ją ludzkie przywary znane z innych instytucji świeckich m.in. przerosty skądinąd potrzebnej hierarchii i wykorzystywanie w niej swojej pozycji do dowartościowywania swojego ego. Apostołowie kilka razy dawali temu wyraz. Postawieniu granic tych patologii miał służyć znak obmycia stóp. Innymi słowy, był to znak adresowany „do wewnątrz” Jego organizacji/Kościoła, i to nie wszystkich osób, a członków hierarchii, rozumianej przez Kościół szerzej niż tylko apostołów, skoro rozszerzył ten znak i na proboszczów. Nie był to znak adresowany do osób z poza „organizacji” Jezusa. Cel przekazania tego znaku był konkretny i pragmatyczny (tj. wynikał z realistycznej oceny natury człowieka).

 Papież nie jest udzielnym dysponentem tego znaku, ale w niezamierzonej konsekwencji zaciemnił jego prawdziwe przesłanie rzucając perły przed wieprze, za których mam nie tyle uchodźców, a kierujące się poprawnością polityczną mass-media. Nie jest to mój głos za czy przeciw uchodźcom. Do wyrażenia otwarcia na uchodźców jest mnóstwo innych sposobności (np. http://laboratorium.wiez.pl/blog.php?bl&lepiejkrotkonizwcale&904) niż znak, który jest elementem ważnego misterium Kościoła. Problem uchodźców minie, a on ma pozostać i nadal coś wyrażać, tymczasem obciąża się go doraźnymi, nawet jeśli dziś ważnymi konotacjami.

 Argumenty, które przedstawiłem przeciw dopuszczeniu do obmycia stóp osób z poza Kościoła (co nie jest żadnym ekskluzywizmem) nie działają w przypadku katoliczek. A tradycja obmywania stóp przystępującym do chrztu katechumenom przekazana w aktach synodu w Elwirze dotyczyła też kobiet, tylko gdzieś została zagubiona. Wykluczenie kobiet z tego znaku ma w mojej opinii tą samą przyczynę, jaką miało, i w wielu parafiach nadal ma, wykluczenie młodszych mężczyzn. Owszem, Pan Jezus nie obmył stóp kobietom. Ale ci, którzy podnoszą ten argument muszą odpowiedzieć na pytanie, dlaczego bronią obmywania stóp mężczyznom, którzy nie są dziedzicami apostołów. Skoro obmycia dostąpili jedynie poprzednicy biskupów, tylko biskupom (emerytom?) powinien obmywać stopy papież lub ordynariusz.

 Osoby, które akceptują mój argument, iż znak obmycia stóp miał utemperować ego hierarchów (nie tylko wyświęconych) nie powinny mieć problemu z następującym jego rozwinięciem. Przecież częścią hierarchii były ksienie klasztorów (a jeszcze wcześniej przełożone wspólnot monastycznych w IV-V wieku), które w średniowieczu odpowiadały randze biskupom stojąc razem z nimi i opatami, a przed innymi duchownymi wokół tronującego władcy. Do 1955 roku obmywającym stopy mógł być tylko biskup i jego odpowiednik, opat. Dlaczego nie ksieni, która jako przełożona jest częścią hierarchii Kościoła wyodrębnionego w zgromadzenie zakonne? Jeżeli ówczesny Kościół skorygował tradycję dopuszczając do obmywania stóp opatów, których poprzednikom Jezus stóp nie obmywał, dlaczego nie skorygował jej w przypadku ksień? Powie ktoś może, że w najwcześniejszym etapie życia Kościoła nie było odpowiedników późniejszych opatów, a skoro w historii zbawienia tacy hierarchowie się pojawili, to słusznie zostali przez Kościół dopuszczeni do obmywania stóp. Dobrze, ale dlaczego nie ma akceptacji dla uwzględnienia ewolucji Kościoła, w wyniku której pojawiły kobiety trzymające władzę nad częściami Kościoła, jakimi były ich zgromadzenia? Czy przełożone zgromadzeń żeńskich nie miały służyć w intencji Jezusa podwładnym siostrom i czy ten znak nie miał im pomagać w miarkowaniu swojej władzy nad innymi ludźmi?

 Zdaję sobie sprawę, że z mojej strony jest w powyższej argumentacji trochę żonglerki. Obrońcy dotychczasowej tradycji też jednak żonglują. Nam myśleć wolno co chcemy, ale od decyzji mamy Rzym. Trzeba mieć mocne argumenty, by polemizować z papieżem w sprawie jego decyzji. A obrońcy obmywania stóp jedynie mężczyznom, i to nobliwym, przesądzających argumentów nie mają. Podejrzewam ich o to, że sprzeciwiają się obmywaniu stóp kobietom dlatego, że argumenty przemawiające za ich dopuszczeniem mogą też grać rolę w dyskusji o dopuszczeniu kobiet do kapłaństwa. W przypadku ustępstwa obawiają się, że liberałowie zapytają ich – „skoro uznaliście te argumenty w przypadku obmywania stóp, dlaczego negujecie podobne argumenty w sprawie kapłaństwa kobiet”. I rzeczywiście, to bardzo komplikuje obronę wyświęcania tylko mężczyzn.

 Zapyta mnie ktoś, „a dlaczego uznając autorytet papieża w decyzji o dopuszczeniu do obmywania stóp kobietom, polemizuję z nim w przypadku dopuszczenia do tego znaku uchodźców?” Dlatego, że w pierwszym przypadku sam poukładałem sobie w głowie argumenty, w drugim tego nie potrafię. A Franciszek, i o to mam pretensje dotyczące także wielu innych jego gestów, nie objaśnia ludowi swoich intencji, nie odpowiada na wątpliwości nieprzekonanych. Przed zarzutem instrumentalnego potraktowania przez Franciszka ważnego znaku poprzez dopuszczenie do obmycia stóp nie-katolików może jedynie bronić inne rozumienie granic Kościoła. Liberalni teolodzy są przekonani, że granice widzialnego Kościoła nie obejmują całego Kościoła Jezusa Chrystusa. Jeśli taki Kościół obejmuje wszystkich ludzi, nie ma powodu by odmawiać nie-katolikom obmycia stóp (a chrzest byłby niekonieczny). Do takich przekonań Franciszek się jednak nie przyznaje.

Analogicznie papież nie objaśnia, dlaczego tradycja nie dopuszczania do obmycia stóp kobietom powinna wygasnąć. W ten sposób papież nie pozwala mi zamykać dyskusji z adwersarzami powołując się na jego autorytet. I jednocześnie zostawia mi wolność, bym w sprawie obmywania stóp uchodźcom z nim się nie zgadzał. To jest jedna z cech jego pontyfikatu. Jedni sobie to cenią, inni uznają za destrukcję Kościoła w znanym dotychczas kształcie. Ja jeszcze nie wiem.