Znak pojednania czy pokoju?


Dyskusja o kampanii "przekażmy sobie znak pokoju" zatacza coraz szersze kręgi. Redaktor naczelny "Więzi" Zbigniew Nosowski napisał polemikę z atakami na środowiska katolickie, które poparły kampanię (http://laboratorium.wiez.pl/2016/09/09/przekazmy-sobie-znak-pokoju-bez-warunkow-wstepnych/#comment-676) tytułując ją "Bez warunków wstępnych". W polemice na stronach Więzi nie dodałam akapitów z deklaracjami o serdeczności wobec osób homoseksualnych lub ich rodziców, co imputuje wszystkim swoim krytykom red.Nosowski, bo nie mam na swoim koncie żadnych pogardliwych wypowiedzi o tych osobach i nie będę się tłumaczyć ze stereotypów lobby LGBT na temat swoich krytyków. Ale nie dodałam też akapitów o naszej, w tym mojej dotychczasowj bierności wobec agresji skierowanej przeciw osobom homosekualym. To wymaga osobnego, także publicznego rachunku sumienia. Może szkoda, że nie zaczęliśmy od tego i daliśmy się uprzedzić. Ponieważ sama nie bloguję na Areopagu, korzystam z konta mojego męża by zamieścić tutaj polemikę z polemiką, bowiem obrona tradycyjnego rozumienia milości i seksualności  w nauczaniu Kościoła wymaga pospolitego ruszenia wszystkich katolików, nim zmienią nam wodę w akwarium.

 

"Bez warunków wstępnych" brzmi dla mnie jak wezwanie do nieposługiwania się rozumem, a do tego Ewangelia wcale nie wzywa (Łk 14, 29+:
"Bo któż z was, chcąc zbudować wieżę, nie usiądzie wpierw i nie oblicza wydatków, czy ma na wykończenie? Inaczej, gdyby położył fundament, a nie zdołałby wykończyć, wszyscy, patrząc na to, zaczęliby drwić z niego: Ten człowiek zaczął budować, a nie zdołał wykończyć. Albo jaki król, mając wyruszyć, aby stoczyć bitwę z drugim królem, nie usiądzie wpierw i nie rozważy, czy w dziesięć tysięcy ludzi może stawić czoło temu, który z dwudziestu tysiącami nadciąga przeciw niemu? Jeśli nie, wyprawia poselstwo, gdy tamten jest jeszcze daleko, i prosi o warunki pokoju".

Jeśli uczestnicy kampanii jeszcze kilka tygodni/miesięcy temu wypowiadali się za zmianami prawnymi (patrz Marta Abramowicz), co redakcji Więzi musi być wiadome, to nie przyjmuję do wiadomości tłumaczeń, że nie takie są ukryte intencje kampanii. Ciężar dowodu że jest inaczej spoczywa na środowiskach katolickich, które zwolenników zmian w prawie poparli, a nie na krytykach kampanii, na których ciężar ten chce przerzucić red.Nosowski.

Nadto tak jak Krzysztof OP jestem zdziwiona rozumieniem znaku pokoju. Nie tak rozumie go Kościół (http://kosciol.wiara.pl/doc/2105695.Kongregacja-ds-Kultu-Bozego-o-znaku-pokoju-w-liturgii - notabene stanowiska zajętego za pontyfikatu Franciszka). W liturgii katolickiej nie ma on znaczenia wywodzącego się z Mt 5, 24 ("zostaw tam dar swój przed ołtarzem, a najpierw idź i pojednaj się z bratem swoim. Potem przyjdź i dar swój ofiaruj"), a z J 20, 21+ ("A Jezus znowu rzekł do nich: Pokój wam! Jak Ojciec Mnie posłał, tak i Ja was posyłam. Po tych słowach tchnął na nich i powiedział im: Weźmijcie Ducha Świętego! Którym odpuścicie grzechy, są im odpuszczone, a którym zatrzymacie, są im zatrzymane"). Innymi słowy, znak pokoju w liturgii, do czego nawiązuje kampania, nie ma charakteru pojednania, a błogosławieństwa! To Autor w odróżnieniu od "szeregowych" katolików i tym bardziej nie-katolików powinien wiedzieć. A skoro tak, to poparcie kampanii może zostać zmanipulowane na rzecz błogosławienia związków homoseksualnych w dalszym etapie, z czym Więź jeśli chce być uważana za racjonalną powinna się liczyć.

Niedawno wikileaks opublikowały maile pokazujące jak ta sama fundacja Sorosa próbowała manipulować przesłaniem wizyty Franciszka w USA w stronę legalizacji małżeństw homoseksualnych (https://gloria.tv/article/A1qV9jmc8Kp2Vj7ZaRbvnksrM) poprzez finansowanie odpowiednich kampanii prowadzonych przez organizacje pozarządowe. W tym świetle po przyłączeniu się do tej kampanii Więź wygląda bardzo nieszczególnie. Jeżeli redakcja uważa, że w Kościele jest pogarda wobec homoseksualistów (owszem, przyznam, że zbyt wielu katolików to dotyczy) to trzeba było przeprowadzić tę kampanię skromniej, ale nie za pieniądze Sorosa i nie we współpracy z osobami, które z poniedziałku na wtorek zmieniły tylko taktykę, co red.Nosowski uznaje za alibi. Wpisując się w strategię Sorosa Więź chcąc nie chcąc poważnie osłabia wiarygodność swoich propozycji dla Kościoła w innych obszarach.

Szacunek, delikatność, godność osób homoseksualnych - dotyczy ich jako OSÓB w znaczeniu, moim zdaniem, tomistycznym, a nie całości ich osobowości, i jest jak najbardziej słusznym wezwaniem do niedyskryminacji właśnie jako OSÓB, ale nie do "tolerancji" i szacunku dla ich wyborów. Tutaj z całą mocą odwołałabym się do deklaracji Dominus Iesus, do Benedykta, który potrafił pięknie zaznaczyć granice pomiędzy dialogiem, szacunkiem, braterstwem - a rezygnacją z własnej tożsamości. To jest podobna sprawa.

Oczywiście, że można się przyjaźnić z homoseksualistami. Oczywiście, że oni są tak samo wezwani do miłości i tak samo do niej zdolni, także Miłości w wymiarze Krzyża. Dlatego mogą być i wielu jest pełnoprawnymi "obywatelami" Kościoła. Tylko co to ma wspólnego z ich seksualnością?! Nie wierzę, żeby red.Nosowski nie potrafił już oddzielać miłości od seksualności. Poza tym - czy z faktu, że w Kościele też są osoby homoseksualne, ma wynikać: niczym się nie różnimy? No nie, różnimy się podejściem do wartości związanych ze sferą seksualności i miłości właśnie. Dlaczego w założeniach akcji jest życzliwe wysłuchanie środowisk LGBT i przekonanie ich, że w Kościele nie ma homofobii, bo nie ma miejsca na nienawiść? Fobia to nie jest nienawiść (chociaż może być i za często jest jej podstawą) - homofobia ma miejsce w Kościele, i dobrze (w rozumieniu podejścia do miłości i seksualności, a nie do osób). Dlaczego nie ma wśród celów akcji życzliwego wysłuchania przez LGBT argumentów moralnych Kościoła, tylko jednostronnie oczekuje się "kapitulacji" katolików w sprawie swoich przekonań odnośnie miłości i seksualności?