W obronie Adama Bodnara


Jeżeli miałoby przyjść do wręczenia palmy pierwszeństwa, kto w okresie rządów Platformy Obywatelskiej wspiął się na szczyt umysłowej pychy, to moim kandydatem jest Magdalena Środa. W felietonie dla Gazety Wyborczej z 2011 postawiła tezę, że katolikowi nie wolno piastować niektórych funkcji w państwie, w tamtym przypadku ministra sprawiedliwości.

 Postulat ten pojawił się w kontekście odchodzenia z rządu Jarosława Gowina. Już, już środowiska liberalno-lewicowe witały się z gąską, już PO miała odciąć swoje konserwatywne skrzydło, a tu taki psikus, że ministrem zostaje katolik Marek Biernacki. Magdalena Środa nie potrafiła ukryć swoich zawiedzionych nadziei.

 Zdaniem Magdaleny Środy katolik nie może piastować tych funkcji państwowych, gdzie jego przekonania religijne mogłyby wpływać na podejmowane decyzje.

 Przypominam tę historię, bo widać, jak historia się powtarza. Niektóre środowiska katolickie zaczęły wywierać presję na PiS, by odwołać ze stanowiska rzecznika praw obywatelskich Adama Bodnara. Młoda, ale już zasłużona dla polskiego Kościoła i zniesławiana z powodu skutecznej obrony nauki katolickiej przez lewicę organizacja Instytut „Ordo Iuris” rozpoczęła zbieranie podpisów pod petycją do posłów o odwołanie RPO. Powodem mają być działania rzecznika na rzecz umacniania w społeczeństwie zdobyczy środowisk homoseksualnych (LGBT). Podzielam krytyczną opinię na temat tych działań RPO. Ale …

 Ale czy Adam Bodnar swoimi działaniami łamie prawo? Nie uprzedzony obserwator zauważy, że jego działania mieszczą się w granicach prawa nie mniej, niż działania innych osób na podobnych stanowiskach atakowanych przez lewicę np. prezydenta lub premier Szydło w sprawie Trybunału Konstytucyjnego. Trzeba być jak Magdalena Środa, by za zagrożenie naruszeniem prawa uznać sam światopogląd. Bo właśnie do zarzutu o szkodliwy na tym stanowisku światopogląd sprowadzają się zarzuty Ordo Iuris wobec Adama Bodnara. Dochodzimy do pytania, na które Kościół polski nie wypracował do tej pory jednoznacznej odpowiedzi – jak ma żyć katolik obok współobywateli nie-katolików, dziś jeszcze(?) w mniejszości.

 Pomocą na rozstrzygnięcie dylematu o to, czy przeć jak Ordo Iuris do konfrontacji czy szukać, mimo trudności i niepowodzeń, modus vivendi z post-chrześcijanami (ryzykując „kompromisy” w sprawach zasadniczych) jest odpowiedź na pytanie „pomocnicze”, ale tak naprawdę ważniejsze - o plany Boże. Czy intencją Boga było postawienie swojego Kościoła w stałej relacji do nie-Kościoła, „skazanie” nas na życie z „obcymi” w jednym społeczeństwie, czy też zaistnienie cywilizacji post-chrześcijańskiej równoległej do christianitas jest tylko anomalią, nasieniem złego zasianym na polu Pana, gdzie należy im się co najwyżej tolerancja, a nie równe prawa by czuć się współgospodarzami „naszego” państwa. Podobny dylemat katolicy mieli w XVI wieku – czy prowadzić z protestantami wojnę, czy jakoś szukać modus vivendi. Zwyciężyła ta druga opcja, ale niestety po krwawych wojnach, które chwały katolikom (ani protestantom) jako naśladowców Jezusa nie przymnożyły.

 Wielu zaangażowanych katolików nie chce przyjąć do wiadomości, że w społeczeństwie istnieją obok siebie dwie kultury. Adam Bodnar jest reprezentantem tej drugiej. Niedawno zdarzył mu się lapsus tym bardziej znamienny, że w słowie pisanym, gdy pochwalił papieża Franciszka za obmycie stóp uchodźcom w … środę popielcową. Uznanie wielkoczwartkowego symbolu za akt pokutny mógł się zdarzyć tylko komuś wyrosłemu w kulturze nie chrześcijańskiej. Chyba rzeczywiście jesteśmy z innych planet. Jak doszło do przemieszania tych kultur to osobna dyskusja, ale najpierw musimy ustalić, jak obok siebie znośnie żyć. To trudne, gdy każda ze stron widzi jak ta druga sieje spustoszenie w jej wartościach. Czy istnieją wzory dobra wspólnego o tym samym mianowniku? Ten artykuł nie stawia sobie tak ambitnego celu jak ich ustalenie. Jego celem jest tylko zwrócenie uwagi, że próba odwoływania rzecznika praw obywatelskich z uwagi na jego światopogląd to działanie w duchu Magdaleny Środy. Poczekajmy aż minie jego kadencja.